Pierwszy raz jeździłem A6 w zeszłym roku, lecz była to topowa wersja RS o mocy 560 KM i napędzie na wszystkie koła. Tym razem postanowiłem sprawdzić jaka jest bardziej przyziemna wersja tego modelu i wybrałem 2-litrowego diesla i napęd na przednią oś.

Historia A6 zaczęła się na początku lat 90’, gdy Audi postanowiło odświeżyć nazewnictwo swoich modeli. W 1994 roku pierwsza generacja modelu zastąpiła czwartą generację modelu 100, od którego stosunkowo niewiele się różniła.

Całkowicie nowy model zadebiutował trzy lata później. Auto zastało gruntownie odświeżone i wyglądało znacznie nowocześniej. To właśnie w drugiej generacji pojawiły się tylne lampy zaokrąglone do przodu, przez co wiele osób nazywa generację A6 C5 “tą najbrzydszą“.

C6 zostało zaprezentowane podczas targów motoryzacyjnych w Paryżu w 2004 roku. Auto wyglądało znacznie poważniej od swojego poprzednika, szczególnie po przeprowadzonym cztery lata później faceliftingowi. Ta generacja wprowadziła spore zmiany we wnętrzu pojazdu, a z zewnątrz charakteryzowała się sporej wielkości atrapą chłodnicy nachodzącą na przedni zderzak.

Obecna generacja jest z nami od 2011 roku. Charakteryzuje się agresywniejszym nadwoziem z bardziej uwydatnionymi przetłoczeniami i mocnymi załamaniami. W zeszłym roku podczas targów samochodowych w Paryżu zaprezentowano wersję po faceliftingu.

Względem protoplasty, z przodu największą zmianą jest atrapa chłodnicy Singleframe oraz nowe przednie lampy. Teraz oferowane są reflektory diodowe oraz opcjonalnie Matrix LED, w które został wyposażony testowy egzemplarz.

Z tyłu zmiany są stosunkowo niewielkie. Przemodelowany zderzak posiada teraz płaskie końcówki wydechu i chromowane zakończenie klapy bagażnika, a reflektory mają diodowe podświetlenie.

Dodatkowo testowany egzemplarz został wyposażony w pakiet S line, w którego skład wchodzi sportowy przedni zderzak, dyfuzor w kolorze platynowo-szarym, 18-calowe felgi ze stopów lekkich, sportowe zawieszenie oraz modyfikacje wnętrza.

Przechodząc do niego, tutaj czeka nas w pewnym sensie rozczarowanie. Podczas liftingu nie wprowadzono praktycznie żadnych zmian w środku. Audi ograniczyło się do wprowadzenia wyświetlacza systemu MMI między zegary.

Wszystko pozostałe jest dokładnie takie samo. Z jednej strony można to uznać za wadę, z drugiej jest to bardzo dobrze zaprojektowane wnętrze, w którym jak widać nie trzeba nic ulepszać.

Tak jak pisałem w teście wersji przed liftingiem, wszystko jest tutaj na swoim miejscu i bezproblemowo można się w nim odnaleźć. Deska rozdzielcza jest bardzo czytelna, a obsługa czegokolwiek jest intuicyjna.

Jeśli chodzi o pakiet S line w środku, to wprowadza on deskę rozdzielczą w kolorze czarnym, elementy dekoracyjne ze szczotkowanego aluminium, podsufitkę w kolorze czarnym oraz fotele sportowe w przednim rzędzie z regulacją podparcia odcinka lędźwiowego.