8

Najdroższy masaż, ale za to jaki!

Fani motoryzacji uwielbiają patrzeć na auta, jednakże to z ich wnętrza najczęściej wolą obserwować świat i w tych wnętrzach spędzają gro czasu. W końcu to kabina samochodu jest swoistym pokojem zwierzeń, a zarazem drugim domem każdego kierowcy.

Wnętrze V8S jest przytulne. Tak można by określić go jednym słowem. Wygodne fotele, których połączenie niebieskiej i białej skóry nastrajają uspokajająco. Opcja masażu w fotelu kierowcy i pasażera jeszcze bardziej potęgują uczucie rozluźnienia. Nie musimy też martwić się tym, że jest nam zimno lub – dla odmiany – za gorąco w plecy.  Auto wyposażono w podgrzewanie i wentylowanie siedzeń. Po uruchomieniu obydwóch systemów mamy przyjemny wietrzyk, który ogrzewa nam kark. Można odpłynąć, w szczególności gdy mamy otwarty dach. A jak włączymy masaż to radzę zjechać na pobocze bo drzemka murowana, a przynajmniej rozluźnienie jak po garści medykamentów uspokajających. Znalazło się nawet miejsce na podgrzewaną kierownicę, która z całą pewnością przyda się podczas chłodnych zim i poranków jesiennych.

Hafty na zagłówkach przednich i tylnich siedzeń nie dają nam zapomnieć, czym jedziemy. Zresztą logo Bentleya znajdziemy prawie na każdym kroku – na kierownicy, na wyświetlaczu, na zagłówkach właśnie, na dywanikach, a nawet na skórzanym uchwycie do trójkąta ostrzegawczego w bagażniku. Oczywiście przy tej klasie auta nie mogło zabraknąć drewna. Jasne drewno połączone z niebieskawą deską rozdzielczą jest moim zdaniem całkiem udanym duetem, ale gdyby zestawić je z innym kolorem skóry to wyglądałoby nie do końca dobrze. Mogłoby być za jasno, za blado, bez wyrazu, a pamiętajmy, że jest to auto na wskroś sportowe. Wracając jednak do drewna to wbudowane w nie został cały system do obsługi auta, a także nawiewy stylizowane na te z dawnych lat, a także zegarek analogowy Breitlinga. Wszystko obudowane w aluminium, jak zresztą drążek od skrzyni automatycznej. Wszystko schludne i na miejscu. Nie jest to w końcu auto azjatyckie, w którym wyskoczy na nas tysiące kolorów, przycisków i innych rzeczy, które są nam zbędne. To styl i tradycja, a nie krzykliwość i nachalna nowoczesność.

Tym, co najbardziej mi się nie podobało, był główny ekran. W całym wnętrzu dopracowanych szczegółów i stylizacji otrzymaliśmy wielką czarną plastikową plamę, którą znamy ze zwykłych aut Volkswagena. Swoją rolę spełnia, ale nie uwierzę, że nie byli w stanie wpasować tego elementu bardziej estetycznie. Podobnie zresztą jak przyciski, które można znaleźć w innych autach niemieckiego koncernu. Siedzę w Bentleyu, wydałem sporo pieniędzy, chciałbym i oczekuję czegoś więcej. Kolejnym mankamentem jest wyświetlacz pomiędzy zegarami. Chociaż prosty do obsługi i intuicyjny to zdecydowanie łatwiej będzie go obsługiwać Niemcom, gdyż wszystko jest w ich języku. Jest to o tyle dziwne, że na głównym ekranie możemy wybrać nawet język polski, gdyż system jest całkowicie przeniesiony z tego, co możemy znaleźć w autach z logo Volkswagena. Detal, ale który trochę zaburza cały odbiór. Dziwność tej sytuacji potęguje jeszcze to, że auto porusza się na brytyjskich numerach. Czyżby jednak Niemcy wygrali wojnę? O Bentleya z całą pewnością.

Również audio pozostawia wiele do życzenia. Sprzęt od firmy Naims niby nie jest zły, ma potęgę w odtwarzaniu utworów, jednak brakuje im głębi, która w wielu przypadkach byłaby wskazana. Własne utwory możemy odtwarzać za pomocą płyt i z kart SD. Odtwarzacz do tych nośników możemy znaleźć w schowku po stronie pasażera. Spodziewałem się, że dźwięk, który do mnie będzie dochodzić z głośników będzie tym czym dla gołych stóp jest chodzenie bo bardzo grubym dywanie. Chciałem się zapadać. Niestety nie otrzymałem tego.

Na duży plus zaliczam to, co dzieje się po zamknięciu dachu. Po wyłączeniu radia panuje głęboka cisza. Pamiętajmy, że jedziemy autem z miękkim dachem. Zapanowuje wtedy taka cisza jakby ktoś wyłączył nam dźwięk. Bardzo przyjemne uczucie podczas jazdy. Można mieć wtedy wrażenie jakby się jechało dużą bańką. Pozwala to nam na oderwanie się od świata zewnętrznego. A pamiętacie o siedzeniach, o których pisałem wcześniej? No właśnie.

Krótko jeszcze o tylnych siedzeniach. „Są” –  i można by tyle powiedzieć. Nie są super wygodne, ale na krótkie przejażdżki wystarczają. Wyższe osoby mogą mieć problem z miejscem na nogi, a także z wysokością. Podczas zamykania i otwierania dachu mogą lekko zostać uderzone w głowę. Dla osób z klaustrofobią zaleca się jazdę innym autem lub na przednim siedzeniu. Takie zalecenia od lokalnego pana doktora. Inną wadą jest bagażnik (260 L), ale na torby podróżne całkowicie wystarczy. Nawet kije golfowe się zmieszczą. Niestety chłodzonego barku nie uświadczyłem, a szkoda. Można chociaż wyciągnąć butelkę nad poziom dachu, wtedy z całą pewnością się schłodzi. Oczywiście wody, nie promujemy tutaj innych trunków.

1
2
3
4
5
PODZIEL SIĘ