Nie da się ukryć, że Infiniti postanowiło zwiększyć ekspansje na rynek europejski i przestać być marką niszową. Marketingowcy mocno starają się by o marce było ciągle głośno, a także nowa gama modeli przyciąga klientów. Dziś w teście najnowsze dzieło marki, czyli Q50.

Infiniti to marka dość nowa. Jej właścicielem jest Nissan i powstała pod koniec lat 80’ zeszłego wieku, by stać się konkurencją dla Lexusa i Acury na rynku amerykańskim. Tam też była początkowo sprzedawana, a od 2005 roku stopniowo wprowadzana jest na inne rynki, w tym do Polski pod koniec 2008 roku. Co ciekawe, ta japońska marka jest dostępna na rodzimym rynku dopiero od zeszłego roku.

Q50 jest najnowszym modelem w ofercie. Prace nad nim trwały od 2009 roku i brał w nich udział nawet sam Sebastian Vettel. Podczas zmiany oznaczeń całej gamy, to auto zastąpiło czwartą generację Infintiti G, które było produkowane łącznie przez 23 lata. Jakby nie spojrzeć, jest to najbardziej przykuwający wzrok samochód w ofercie i pierwszy z modeli Infiniti Q nowej generacji.

W Polsce mamy coraz więcej Q50, mimo że jest w sprzedaży dopiero od grudnia 2013 roku. Nie mówię tylko o parkingach salonów Infiniti czy aut luksusowych, lecz również o drogach. Nie raz mijałem już ten samochód (lub on mnie) czy to na autostradzie czy na którymś ze skrzyżowań w Warszawie.

Gdy spojrzymy na ten samochód, nie ma wątpliwości, że jest to drogi samochód. Dostojnie poprowadzone linie, duże, masywne, 19-calowe felgi oraz wiele chromowanych dodatków sprawia, że to auto znacznie wyróżnia się na drogach między BMW czy Mercedesem.

Przód tego auta wygląda nieco jak śpiący wilk, lecz jednak na tyle świadomy, by w każdej chwili zaatakować. Wygląda on obłędnie i jest to moim zdaniem jeden z najlepiej wyglądających aut nie tylko tego segmentu, lecz również tych wyższych.

Tego samego zdania są też chyba inni ludzie, gdyż przejażdżka Q50 zawsze powoduje odwracenie głów, a gdy stoi na parkingu, wielu podchodzi by obejrzeć go z bliska czy sfotografować.

Tył tego samochodu jest dla mnie małym zawiedzeniem, ponieważ brakuje mu szaleństwa i agresywności w porównaniu z innymi częściami auta. Dopiero gdy zapadnie zmrok, auto nabiera zupełnie odmiennego wyglądu, gdyż ledowe podświetlenie kloszy potrafi zdziałać cuda.

Gdy wsiądziemy do środka, od razu czuć luksus. Wszystko tutaj wygląda bardzo dobrze i porywa swoim designem. Jakość wykonania jest na najwyższych poziomie, a dbałość o detale, takie jak skórzane wykończenie manetek do zmiany biegów, jest zdumiewające. Wnętrze Q50 jest dokładnie takie jakiego oczekuję od prestiżowego samochodu segmentu premium.

Największą uwagę wszystkich przyciąga system Infiniti InTouch z dwoma dotykowymi ekranami. Dolnym obługujemy podstawowe rzeczy, takie jak ustawienia samochodu, klimatyzacjęi, telefon czy radio, a górny jest ekranem dla nawigacji. Standardowo wyświetla on mapę i ta zawsze musi na nim być, lecz istnieje możliwość podzielania go na pół i pokazania tam np. zużycia paliwa czy listy zakrętów. Tutaj pomocne jest specjalne pokrętło w tunelu środkowym, wraz z trzema funkcjonalnymi przyciskami.

Muszę jednak dodać, że obsługa systemu inforozrywki nie należy do najbardziej intuicyjnych. Znalezienie konkretnej opcji często kończy się czasochłonnym szukaniem lub poddaniem i poproszeniem o znalezienie tego przez pasażera obok, gdy takowy jest.

W Q50 zastosowany został system dźwiękowy znanej firmy Bose, oferowany w specjalnym pakiecie multimedialnym. Posiada on wiele ciekawych funkcji, dzięki czemu muzyka gra lepiej niż w zwykłym aucie, lecz nie należy się spodziewać fajerwerków, nawet przy włączeniu piosenek w najwyższej jakości. 14 głośników wykonuje kawał dobrej roboty, by jak najlepiej odtworzyć klimat utworów, lecz nie gra to na tyle dobrze bym rozczulał się nad istotą zastosowania akurat tej marki, a nie innej. Jak dla mnie gra on wystarczająco dobrze by zaspokoić przeciętnych laików muzycznych, lecz nie dopłaciłbym za niego ok. 3500 zł.

Wspomnę jeszcze tylko, że centrum dowodzenia źródłami urządzeń zewnętrznych jest w podłokietniku. Tam znajdziemy dwa porty USB (jeden dedykowany pod odtwarzacz, a drugi pod iPod), dwa gniazda zapalniczki 12V, slot karty pamięci SD na mapę od nawigacji, złączę AUX oraz niespotykany często Chinch by przesłać obraz. Niestety tego ostatniego gadżetu nie sprawdziłem, gdyż nie byłem w stanie znaleźć urządzenia innego niż dekoder TV, który posiada takie złącze wyjścia. W dzisiejszych czasach wszystko posiada już jakąś odmianę HDMI, czy to po przejściówce czy bezpośrednio i to chyba takie powinno też znaleźć się w tym aucie. Dodam, że ta funkcja działa jedynie na postoju w przełożeniu dźwigni na P.