Mitsubishi Eclipse to samochód, który kojarzy się z nielegalnymi wyścigami w grach Need for Speed czy filmach z serii Szybcy i Wściekli. Co po 20 latach zostało z tego wyobrażenia?

Eclipse to imię legendarnego konia wyścigowego pełnej krwi angielskiej, który urodził się 1 kwietnia 1764 roku w Anglii. Zwierzę przyszło na świat podczas trwania zaćmienia słońca i stąd też wzięło się jego miano – Eclipse z ang. – “Zaćmienie”.

Koń podczas swojej najlepszej passy wygrał aż 18 wyścigów z rzędu, przez co stał się praktycznie bezkonkurencyjny. Tym samym, inni zawodnicy nie chcieli wystawiać swoich jeźdźców do konkurencji z nim. Eclipse po zakończonych gonitwach stał się reproduktorem, według badań aż 80% dzisiejszych koni wyścigowych ma w sobie jego krew.

Sama historia dzielnego wyścigowca wydaje mi się być jak najbardziej ciekawa, jednak obawiam się, że ogier po usłyszeniu co stało się aktualnie z jego mianem nie byłby do końca zachwycony, rzekłbym, że potrzebowałby interwencji weterynarza… dobrego weterynarza.

Ze sportowej, niskiej i ciekawie wyglądającej sylwetki Mitsubishi Eclipse zostało niewiele. Teraźniejsza wersja samochodu przemianowana została na SUV-a, a co za tym samym auto stało się o wiele wyższe, masywniejsze i mniej agresywne. Aby to podkreślić i zaznaczyć różnicę pomiędzy starym modelem, dodatkowo otrzymało także przydomek “Cross”.

Z przodu pojazd prezentuje się naprawdę pozytywnie. Wszystkie linie zgrywają się w jedną, ostrą całość. Widzimy tutaj proste i długie światła, chromowane zdobienia, szeroko wyglądający zderzak. Dobre wrażenie psuje jedynie dolna kratka, wyglądająca na niezbyt wytrzymałą.

Idąc dalej, szybko stwierdziłem, że ogólna bryła auta także zasługuje na pochwałę. Samochód jest bardzo proporcjonalny, tył nie opada zbyt mocno, maska nie jest zbyt wydłużona, a dach za wysoki. Jedynie zawieszenie mogłoby być nieco bardziej obniżone, aby dodać nieco sportowego charakteru.

Niestety o tylnej części Eclipse Cross nie będę miał wiele pozytywnego do powiedzenia. Lampy wyglądają na mocno zapożyczone z Volvo V60 czy V90 w wersjach kombi z dodatkowym pasem ciągnącym się przez całą szerokość klapy bagażnika, niczym w Hondzie Civic IX. Co więcej, duży, czarny pas plastiku u dołu to także duży minus. Porównując to ze świetnie prezentującym się przodem, mam wrażenie, że front i tył były projektowane przez dwie, zupełnie różne osoby.

Do samego wyglądu wnętrza nie mam żadnych zarzutów. Zegary są czytelne, system inforozrywki ma wystarczająco duży dotykowy wyświetlacz, a jego obsługa jest możliwa dotykowo lub za pomocą specjalnego pada umieszczonego obok gałki od skrzyni biegów. Wszechobecne przyciski nie przytłaczają i łatwo jest się w nich odnaleźć, a na pochwałę zasługuję także podłokietnik, który jest naprawdę sporej wielości i posiada obszerny schowek.

Egzemplarz na prezentacji to jeden z pierwszych prototypów, który zwiedza świat, więc jego wykonanie z pewnością nie odzwierciedla tego co będzie w produkcyjnej wersji. Jednakże nie sposób nie nadmienić, że wwykonanie konsoli, deski rozdzielczej czy wnętrza drzwi jest po prostu średnie. Wszystko trzeszczy i jest łatwo przesuwalne nawet przy małym nacisku.

Bagażnik wydaje się być na pierwszy rzut oka niewielki, gdyż ma jedynie 341 litrów pojemności. Jego pojemność będzie można powiększyć przesuwając kanapę i uzyskując dodatkowe 107 l. Podnosząc podłogę, nie znajdziemy miejsca na koło zapasowe, a jedynie na podstawowy zestaw naprawczy.

1
2
PODZIEL SIĘ