Gdy dostajemy samochód do testu, zazwyczaj jest to topowa wersja wyposażenia z dziesiątkami dodatków, na które przeciętny Kowalski i tak się nie zdecyduje. Specjalnie z tego powodu do testu wziąłem nową Octavię z nieco mniejszym silnikiem i średnim wyposażeniem, czyli najbardziej prawdopodobny wybór.

Octavia jest czymś, czego nie trzeba nikomu przedstawiać. Na naszym rynku zagościła niemal jak Fiat 126p kilkadziesiąt lat temu i można ją spotkać praktycznie wszędzie. Jest wybierana przez klientów indywidualnych, rodziny, a także firmy jako samochód służbowy czy reklamowy.

Pierwsze dwie generacje były sukcesem i nie inaczej jest z bieżącą, trzecią generacją. Mimo, że weszła na rynek w zeszłym roku, już odniosła sukces, o czym najlepiej świadczą rankingi sprzedaży i popularności. W roku ubiegłym została najczęściej rejestrowanym nowym samochodem w Polsce, niedawno uzyskała również nagrodę The Best Car 2013 w plebiscycie portalu Onet.pl, uzyskując 33% głosów internautów, a także została Kobiecym Samochodem Rodzinnym magazynu Twój Styl.

Radioodtwarzacze dostępne w Octavii:

Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny nowej Octavii to jest on dokładnie taki jakiego oczekuje się od auta tego segmentu. Nie za duży, nie za mały, nie wyróżnia się bardzo z tłumu, lecz nie jest także nudny. Ma ładnie poprowadzone linie, kilka ciekawych akcentów oraz dopracowanych detali.

Porównując go z poprzednią generacją, największe zmiany zaszły z przodu. Tam przestylizowano całkowicie przedni pas, zmieniając lampy, atrapę chłodnicy oraz zderzak. Dodatkowo, w tej wersji wszystko jest bez specjalnych udziwnień i bardzo proste – względem wcześniej testowanych egzemplarzy, auto wyróżnia się klasycznymi przednimi lampami z klasycznymi żarówkami.

Z tyłu panuje porządek. Z najważniejszych zmian, auto zyskało nowe lampy z diodowym podświetleniem oraz dwa trójkąty na tylnej klapie, którymi wyróżniają się niemalże wszystkie nowe modele marki. Taki mały detal powoduje, że auta czeskiego producenta wydają się być nieco usportowione.

Miałem okazję jeździć tym samochodem już kilkukrotnie, lecz dopiero teraz, przy srebrnym lakierze, mogłem się przyjrzeć dokładniej karoserii. W jasnym nadwoziu to auto prezentuje się o niebo lepiej i dużo wyraźniej widać mocno poprowadzone przez projektantów linie. Jednakże w tej barwie niewidoczne stają się chromowane wstawki pod linią szyb, które bardzo mi przypadły do gustu w poprzednich testach.

Jako, że srebrny kolor stał się ostatnio bardzo pospolity, ja najchętniej zobaczyłbym nową Octavię w czymś bardziej żywym. Egzemplarze błękitne i czerwone wyglądają fenomenalnie, a dla osób pragnących poczuć się bardziej prestiżowo poleciłbym jasnobrązowy lakier i zapowiedziany pakiet Laurin & Klement.

Wsiadając do środka tej wersji zostałem otoczony czernią. Nie jest to jednak odstraszająca czerń. Tutaj jest naprawdę przyjemnie, głównie dzięki drobnym detalom. Na panelach bocznych mamy błyszczące wykończenie imitujące aluminium, tunel środkowy jest w podobnym klimacie, a kratki od nawiewu zostały otoczone chromowanymi wstawkami, podobnie jak pokrętła od klimatyzacji. Na uwagę zasługują nieco niecodzienne klamki do otwierania drzwi.

W odróżnianiu od drogich wersji, tutaj nie znajdziemy sterty niezbędnych elektronicznych gadżetów. W testowanym egzemplarzu “bajery” ograniczono do minimum. Dla wygody mamy dwustrefową klimatyzację, system automatycznej zmiany świateł, nawigację, wielofunkcyjną kierownicę, elektryczny szyberdach czy gniazdo USB do podłączeniu ulubionej muzyki.

A skoro o muzyce mowa, centrum rozrywki w Octavii można obsługiwać poprzez 4 różne radioodtwarzacze. Klasycznie jest to małe radio o nieszczęsnym zielonym podświetleniu, podobne do tego dostępnego w Citigo. Opcjonalnie można wybrać radio z 5.8-calowym wyświetlaczem (za 600zł) i doposażyć je w nawigację (dopłacając dodatkowe 2500zł) lub wybrać kombajn rozrywkowy z 8-calowym wyświetlaczem, podobny do tego z Golfa VII w cenie 7400zł.

Ten egzemplarz został wyposażony w pośredni wariant z mniejszym ekranem dotykowym i nawigacją. Barwa dźwięku była bardzo przyjemna, a pomimo braku subwoofera, bass był odpowiedni po małej konfiguracji tonów. Niestety podczas głośniejszego słuchania, głośniki wydawały nieprzyjemny dźwięk tzw. “charczenie”. Nie sądzę, że jest to wada producenta, lecz prawdopodobnie kilka poprzednich redakcji mocno dało w kość i uszkodziło głośniki.

Muszę przyznać, że projektanci zadbali tutaj nawet o drobne szczegóły, które znamy z nieco droższych samochodów. Przykładowo, schowki w drzwiach są pokryte specjalnym tworzywem, dzięki czemu gdy włożymy tam klucze, nie będą one hałasować podczas przemieszczania się, a akumulator jest osłonięty matą, co ma na celu zabezpieczenie go przed przymrozkami.

Warto również wspomnieć, że każda Skoda ma bardzo pomysłowe miejsce na skrobaczkę do szyb we wlewie paliwa, a przy wyborze pakietu “Simply Clever” w środku znajdziemy kosz na śmieci, domontowany uchwyt na telefon w miejscu na napój oraz dodatkowe maty ochronne.