O tym jak bardzo uwielbiam Subaru BRZ i bliźniaczą Toyotę GT86 mogę pisać książki. Auto urzekło mnie od pierwszego wejrzenia w 2013 roku i trzyma do dziś. Po dwóch latach miałem nareszcie okazję jeździć wersją z automatyczną skrzynią biegów. Niestety jest ona fatalna.

W tym momencie mógłbym równie dobrze zakończyć ten tekst i oszczędzić obszernej, negatywnej recenzji mojego ukochanego samochodu. Niestety nie mogę tego zrobić, gdyż chciałbym zniechęcić jak największą liczbę osób do kupowania auta w tej wersji.

Zacznijmy od początku. Gdy decydujemy się na automatyczną skrzynię biegów w samochodzie to przeważnie kusi nas wygodna jazda w korkach, szybsza zmiana przełożenia dzięki wykorzystaniu podwójnego sprzęgła lub szybsze osiągi dzięki płynniejszej pracy.

Niestety nic z wymienionych wyżej rzeczy nie ma sensu lub racji bytu w przypadku sportowego Subaru BRZ. Takim autem nie będziemy jeździć w miejskich korkach, a zastosowana tutaj przekładania nie ma żadnego związku z DSG czy szybką zmianą przełożenia, a wręcz odwrotnie.

Wystarczy szybkie spojrzenie na dane techniczne samochodu i zauważymy, że auto jest o 0,6 sekundy wolniejsze w sprincie do “setki”, a więc przyspiesza w aż 8,2 sekundy. Prędkość maksymalna również nie wypada dobrze, bo jest o aż 16 km/h niższa, co oznacza, że rozpędzi się już tylko do 210 km/h.

Już od pierwszych kilometrów irytowało mnie jak samochód zmienia biegi. Z nieznanego mi bliżej powodu, skrzynia w standardzie pracuje w trybie, który można nazwać “eko”, a nie “sport”. Powinno być dokładnie odwrotnie, gdyż powoduje to, że za każdym razem trzeba specjalnym przyciskiem wymuszać sportową pracę przekładni w stricte sportowym samochodzie.

Nie mogę też zrozumieć czemu w BRZ skrzynia zmienia biegi przy 1400 obrotach na minutę, co powoduje, że przy 50 km/h mamy wrzucony już szósty, najwyższy bieg. Samochód może i nie ma jakiegoś fenomenalnego dźwięku niczym Ferrari, a jego wygląd nie powoduje efektu “wow” jak nowe Lamborghini, lecz nadal zwraca na siebie uwagę i kierując tym autem chcemy, by miał nieodpowiedni bieg podczas jazdy i jeździł na wyższych obrotach, generując dzięki temu ładniejszy dźwięk z tylnych rur wydechowych.

Kolejny problem pojawia się, gdy chcemy kogoś dynamicznie wyprzedzić. Słowo “dynamicznie” niestety nie istnieje w słowniku stosowanej skrzyni. Wciskając gaz nieco mocniej, auto najpierw zrzuci jeden bieg i praktycznie w każdym przypadku stwierdzi, że to nie wystarczy i musi zredukować o jeszcze jeden. Mimo zmiany przełożenia, przez pewien czas zupełnie nic się nie dzieje. Finalnie samochód przyspiesza, lecz następuje to ze znacznym opóźnieniem.

W czasie oczekiwania po redukcji, najgorsze co można zrobić to wcisnąć gaz “do dechy”, wymuszając maksymalną moc. Przy takim wariancie, skrzynia stwierdzi, że potrzebuje zredukować o jeszcze jedno przełożenie i najpewniej zanim samochód zacznie przyspieszać, luka na sąsiednim pasie wypełni się już kolejnym autem z naprzeciwka.

W tym momencie można powiedzieć, że biegi można kontrolować ręcznie łopatkami przy kierownicy. Można i poprawia to jazdę, robiłem tak niemalże cały czas, lecz gdy chcemy samemu kontrować biegi, lepszym rozwiązaniem będzie lewarek i 100% kontroli nad zmianą przełożeń, a nie kiepska skrzynia automatyczna z trybem manualnym.

1
2
PODZIEL SIĘ