W gamie Volkswagena oprócz stosunkowo nudnych samochodów, są również interesujące perełki. Dziś zapraszamy do przeczytania testu sportowego coupe – Volkswagena Scirocco R-Line.

Historia Scirocco sięga aż lat 70’ ubiegłego wieku. Pierwsza generacja została po raz pierwszy oficjalnie zaprezentowana podczas targów motoryzacyjnych w Genewie w 1974 roku i był to następca modelu Karmann Ghia. Debiutował on w tym samym czasie co Volkswagen Golf i współdzielił z nim znaczną ilość części.

Po siedmiu latach produkcji przyszedł czas na odświeżenie modelu, co skutkowało w 1981 roku premierą drugiej generacji. Auto zostało nieznacznie przeprojektowane i dopracowane pod względem aerodynamicznym. Ostatni egzemplarz zjechał z taśmy produkcyjnej 10 września 1992 roku, jednakże jego bezpośredni następca, Volkswagen Corrado, pojawił się już pod koniec 1988 roku.

Po zakończeniu produkcji Corrado w połowie 1995 roku, gama Volkswagena była uboższa o samochody o nadwoziu coupe. Pierwsza zapowiedź nadchodzących zmian nastąpiła dopiero w 2006 roku wraz z koncepcyjnym modelem IROC, a trzecia generacja Scirocco zaprezentowana została w 2008 podczas targów motoryzacyjnych w Paryżu.

Nowa generacja Scirocco charakteryzuje się bardzo sportową sylwetką nadwozia. Mimo bazowania na Golfie GTI szóstej generacji i posiadania dokładnie takiego samego rozstawu osi, auta nie są w ogóle do siebie podobne. Scirocco jest 40 mm dłuższe, o 51 mm szersze i aż o 97 mm niższe.

Nisko zawieszone nadwozie oraz wiele poziomych przetłoczeń dodatkowo optycznie poszerzają samochód. Bohaterem tego testu jest już wersja po faceliftingu, który miał miejsce w 2014 roku. Po sześciu latach od wejścia na rynek, auto zyskało nowe reflektory z LED-ową nitką świateł dziennych oraz nieco przeprojektowane zderzaki.

Za wadę można uznać bardzo słabą widoczność do tyłu z powodu masywnych i przesadzonych słupków C. Dodatkowo, tylna szyba nie należy do największych, co wymusza zastosowanie bardzo małej wycieraczki, co natomiast przekłada się na proporcjonalnie małą powierzchnię, która jest wycierana.

Testowy egzemplarz jest dodatkowo wyposażony w pakiet R-Line, który ma za zadanie upodobnić “zwykły model” do topowej odmiany R. Dziś nie on już dostępny w gamie, a w jego miejsce pojawiła się wersja Scirocco GTS. Zmiany względem bazowej wersji są stosunkowo niewielkie i spodziewałem się znacznie większej ingerencji. Za dopłatą zyskujemy jedynie większą lotkę na tylnej klapie, poszerzone progi w całości w kolorze nadwozia oraz przeprojektowany tylny zderzak z dodatkowymi przetłoczeniami. Dzisiejszy GTS posiada dodatkowo kilka znaczków z nazwą edycji specjalnej i są to jedyne różnice względem R-Line.

Wsiadając do środka pierwszy raz, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony wszystko jest tak, jak wyobrażam sobie to w sportowym samochodzie – kubełkowe fotele, niska, lecz pewna pozycja za kierownicą, a na desce rozdzielczej trzy dodatkowe zegary informujące o stopniu doładowania, czy otwarciu przepustnicy. Bezramkowe drzwi prezentują się fenomenalnie, a w środku są jedynie cztery miejsca, jak na prawdziwe coupe przystało.

Całość dopełniają ciekawie zaprojektowane uchwyty na drzwiach oraz minimalizm – wszystko jest tam gdzie powinno być i wszystko jest dobrze wkomponowane w ogólną bryłę wnętrza. Osoby mające styczność z innymi modelami Volkswagena poczują się w Scirocco jak w domu, gdyż większość elementów zostało zapożyczonych.

Z drugiej strony, problemem był dla mnie przestarzały wygląd całego wnętrza. Jest to praktycznie Golf VI generacji, którego premiera odbyła się niemalże 10 lat temu. Dziś Volkswagen pokazał już lifting siódmej generacji Golfa oraz pracuje nad zupełnie nową ósmą generacją, a kompletnie nowy styl wnętrza został zaprezentowany przy okazji nowego Passata i Tiguana. O takim modelu jak Scirocco najwyraźniej zapomniano i co gorsza, nic nie wskazuje by w najbliższym czasie sobie o nim przypomniano.

Dla osób poszukujących ciekawego coupe bagażnik nigdy nie jest priorytetem. Z takiego też założenia powinny wyjść osoby zastanawiające się nad wyborem Scirocco. Jego pojemność wynosi tylko 312 litrów, co jest wynikiem na poziomie nowych aut segmentu B, takich jak nowy Nissan Micra. Taka pojemność jest wystarczająca podczas codziennego użytkowania czy dłuższego wyjazdu w dwie osoby.

Pojemność można szybko zwiększyć składając oparcia tylnych siedzeń. Wzrasta ona wtedy do 1006 litrów i pozwala przewozić przedmioty o łącznej długości do 1,5 m. Oczywiście, nie ma co liczyć na płaską podłogę – oparcia dość znacząco odstają. Próg załadunku jest bardzo wysoki, lecz to zostało wymuszone kwestiami stylistycznymi tylnego pasa.

1
2
3
PODZIEL SIĘ