306 KM, podwójny układ wydechowy, 5,9 sekundy do „setki” – oto wartości, którymi chętnie poszczyciłby się niejeden dzisiejszy samochód sportowy. W dzisiejszym teście jednak bohaterem jest dyskretne Volvo S60.

Volvo to firma, która kojarzy się z ustatkowanymi, spokojnymi osobami, w większości w wieku średnim lub starszymi. Ich samochody najczęściej spotkamy pod klubami tenisowymi, szkołami wyższymi czy na parkingach dużych korporacji.

Co jeśli zamiast szarego, nudnego auta, wybierzemy usportowioną wersję z mocnym silnikiem benzynowym o mocy ponad 300 KM i zmodyfikowanym body-kitem? Jako przykład posłuży co prawda szary, nudny samochód, lecz tylko z pozoru. Testowy egzemplarz to wersja T6 z pakietem R-Design, czyli obok Polestara najmocniejsza wersja Volvo S60 dostępna na rynku.

Volvo S60 to samochód klasy średniej dostępny od 2010 roku. Mimo przeprowadzenia sporego faceliftingu w 2013 roku, samochód dziś ciężko jest porównywać z najnowszymi modelami marki, w tym z nowym S90. Wygląda przy nim znacznie mniej modernistycznie, lecz nadal to ciekawa i dobrze wyglądają konstrukcja.

Wygląd zewnętrzny modelu można znacznie upiększyć pakietem o nazwie R-Design, który jest nawiązaniem do dawnej sportowej serii R. Aby dodać nieco drapieżności temu nadzwyczaj poprawnemu sedanowi, obok obniżonego i utwardzonego zawieszenia, wprowadza on nieco przemodelowane zderzaki, czarną atrapę chłodnicy oraz srebrne lusterka i wykończenie tylnego zderzaka.

Te zmiany najlepiej komponują się z jaskrawymi, żywymi barwami nadwozia, lecz tych w palecie konfiguratora próżno szukać. Oprócz wszechobecnych szarości do wyboru mamy jedynie blady niebieski o nazwie „Bursting Blue” oraz jedyny słuszny według mnie wybór, czyli wyrazistą czerwień, która w cenniku zwie się „Passion Red”.

Gdy niemalże 10 lat temu auto wchodziło na rynek, wnętrze prezentowało się nietuzinkowo, prestiżowo i modernistycznie. Dziś wygląda ono całkiem dobrze, lecz na tle konkurencji widać, że S60 to samochód mający już kilka lat na karku. Podczas liftingu w 2013 roku największą zmianą była wymiana tradycyjnych zegarów za kierownicą na cyfrowy wyświetlacz. Pomysł ten sprawdza się w stu procentach. Jego design jest bardzo czytelny, a zestaw informacji jakie widzimy można dostosować w trzech motywach (Elegance, ECO oraz Performance).

W pierwszym rzędzie ilość miejsca jest całkowicie wystarczająca. Nawet wysokie osoby spokojnie znajdą odpowiednią dla siebie pozycję za kierownicą. Zasiadając z tyłu jest już nieco gorzej. Miejsca na nogi jest dość mało i znacznie więcej można znaleźć w autach segmentu niżej. S60 nie można jednak zarzucić nic jeśli chodzi o komfort. Fotele są bardzo wygodne i świetnie trzymają w zakrętach. Decydując się na wersję R-Design otrzymujemy specjalną skórzaną tapicerkę z tzw. nubuku, czyli tworzywa zbliżonego do zamszu.

Wyposażenie dostępne w S60 może nieco zdziwić. Obok systemu wykrywania martwego pola, podgrzewanej kierownicy, skrętnych reflektorów oraz niezliczonej liczby systemów bezpieczeństwa, okazuje się, że próżno szukać w cenniku np. masażu, wentylowanych foteli, czy systemu audio z obsługą plików muzycznych w formacie Flac. Wszystkie te elementy znajdziemy już nawet w autach niemalże budżetowych takich jak Opel Astra czy Renault Megane.