Inżynierowie Volkswagena zastosowali w Passacie GTE silnik benzynowy 1.4 TSI o mocy 156 KM, który jest wspierany przez jednostkę elektryczną generującą 115 KM. Gdy wykorzystywany jest układ hybrydowy na pełnych obrotach, do dyspozycji mamy łącznie 218 KM. Napęd przekazywany jest poprzez 6-biegową skrzynię DSG i, co ciekawe, wyłącznie na przednią oś.

Zastosowanie baterii pod podłogą wymusiło zmniejszenie pojemności głównego zbiornika paliwa. Volkswagen Passat GTE pomieści maksymalnie 50 litrów benzyny, gdy zwykła wersja posiada 59-litrowy zbiornik. Zwiększyło to też wagę pojazdu – drugi silnik i zestaw baterii to dodatkowe 250 kg obciążenia.

Odczucia z jazdy hybrydowym Passatem są zbliżone do tych ze zwykłego Passata. Zawieszenie bardzo dobrze wybiera nierówności, układ kierowniczy perfekcyjnie przekazuje informacje o pozycji przednich kół, a w zakrętach jedzemy niemalże przyklejeni do asfaltu. Wspomaganie jest odpowiednie i utwardza się wraz z większą prędkością, a samochód możemy dostosować do własnych potrzeb wybierając wśród 5 trybów jazdy. Dodatkowe obciążenie jest wyczuwalne, lecz nie można powiedzieć, że napęd “nie daje rady”.

Najbardziej różni się odczuciem przyspieszenia. Silnik elektryczny wspiera nas począwszy od drobnego muśnięcia pedału gazu, co przekłada się na bardzo sprawne przyspieszenia ze startu zatrzymanego. Dodatkowe 400 Nm momentu obrotowego jest dostępne począwszy od 1 obr/min. To przekłada się na zadziwiające wartości – jak podaje producent, Passat GTE przyspiesza od 0 do 80 km/h w zaledwie 4,9 s, co jest lepszym wynikiem nawet od najmocniejszego 2.0 TSI o mocy 220 KM – ten potrzebuje 5,2 s.

Dużą zaletą na tle konkurencji jest skrzynia biegów. Zastosowano tutaj klasyczną skrzynię automatyczną (w tym wypadku 2-sprzęgłową DSG), dzięki której samochód nie “wyje” podczas jazdy trzymając stałe obroty silnika jak w przypadku bardzo popularnej w hybrydach przekładni typu CVT.

Największą zaletą wersji GTE jest to, że w żaden sposób nie wpływa ona negatywnie na możliwości Passata, a co więcej, zwiększa je. Mając do dyspozycji silnik elektryczny i włączając tryb EV, mamy możliwość poruszania się niczym samochód wyłącznie elektryczny w strefach bezemisyjnych, a w wielu miastach nie trzeba płacić podatku za wjazd do ścisłego centrum. Sama konstrukcja hybrydowa nie wpływa też na przestrzeń w środku czy w bagażniku – wszystkiego oferuje dokładnie tyle samo.

Niemalże 2-tonowy samochód i silnik o mocy 115 KM to nie jest zbyt dobry połączenie, co przekłada się na dość ślamazarne poruszanie się w trybie wyłącznie elektrycznym. Nadaje się to do jazdy po mieście wyłącznie z prędkościami rzędu 30-45 km/h. W takim wypadku mamy też najlepszy zasięg – spokojnie przejedziemy ok. 50 km na jednym ładowaniu.

  • Norbert

    mój znjomy miał passata 2.0 TDI (firmowy) psuł mu się notorycznie (klima, wspomaganie etc). Teraz firma (o zgrozo) jeździ mondeo. Innemy znajomemu po 60tyś km padł 1.8 TSI w Yeti… tyle historii o silnikach TSI a ludzie dalej kupują VAGi…. ech… taki mamy elektorat…

  • Addam44

    Po prostu Vag-przeciez tak samo traktuja klientow w calej Europie ktorzy chcieli odszkodowanie z Dieselgate.