Peugeot 308 GTI – Styl walki na pijanego lwa
Konrad Grobel Redaktor działu Testy
9 lutego 2017

Ekstremalne doznania z modelem 308 GTi? Z całą pewnością, ale chyba nie o takie twórcom chodziło…

Od czego tu zacząć? Może zacznijmy od początku, co wy na to? Gdy byłem małym chłopcem… No może trochę dalej… Gdy dowiedziałem się, że będę miał możliwość przetestowania Peugeota mina mi delikatnie mówiąc zrzedła, ale jak dowiedziałem się, że będzie to 270-konny model 308 GTi to humor zdecydowanie mi się poprawił. W końcu jest to segment C, a w dodatku jest to konkurent dla takich aut jak Golf GTI, Megane RS czy Focus RS. To po prostu musi być dobre. Tak sobie myślałem, ale z tyłu głowy cały czas pamiętałem, że jest to Peugeot i niekoniecznie moje wyobrażenie może okazać się właściwe.

Gdy przyszedł dzień odbioru powiem szczerze, że byłem dość zaskoczony w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niebieskie auto, które stało na parkingu prezentowało się nad wyraz dobrze, zadziorności dodawały czerwone elementy przy grillu, które ciekawie kontrastowały z resztą auta. W sumie to nie było czasu by coś więcej powiedzieć. Musiałem się zabrać z Peugeota, a poza tym zimno było na tyle przeszywające, że trudno było ustać na „świeżym powietrzu” Warszawy.

Gdy udało mi się dojechać w spokojniejsze miejsce mogłem wreszcie wysiąść z auta i spojrzeć na nie w szerszej perspektywie. Zmieniony przedni zderzak, wspomniane wcześniej czerwone elementy przy grillu i eleganckie światła nadają temu autu zadziorności, ale czegoś jakby tutaj brakowało. Idąc dalej, pozytywne wrażenie wzbudzają zaciski hamulców i to w dodatku czerwone z napisem Peugeot Sport, niestety na tylnych kołach już ich zabrakło. Tym czymś co nadaje jednak temu autu charakteru jest tylny dyfuzor i dwie rury wydechowe.

Wsiadając do środka pierwsze co rzuciło mi się w oczy to całkiem ciekawe przednie fotele. Niby ze zintegrowanymi zagłówkami, ale jak się bliżej przyjrzało to się okazywało, że jest zupełnie inaczej. Nie mówię, że to źle, nawet dobrze, ale ich wyprofilowanie sprawiało trudności przy wsiadaniu i wysiadaniu. Z całą pewnością po dłuższym użytkowaniu auta, fotele będą jednymi z bardziej zniszczonych elementów, w szczególności, że jest to połączenie skóry i alcantary. Oczywiście ich wygoda jest nie do podważenia. Dużo frajdy daje też wbudowany masaż, zarówno w fotelu kierowcy jak i pasażera.

Drugie co rzuciło się w oczy to ascetyzm przestrzeni. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to auto usportowione (nawet na listwach na progach ma napis “308 GTi by Peugeot Sport”, zresztą podobnie jak na siedzeniach, ale bez modelu), ale ciemne wnętrze, kilka przycisków to jak na moje staroświeckie podejście oraz wrodzoną chęć dotknięcia i przekręcenia czegokolwiek, wyglądało na mocne cięcia budżetowe.

Nie przekonywało mnie też, że wszystkie przyciski, których było brak na desce znajdowały się w formie elektronicznej na ekranie dotykowym. Przy aucie sportowym, z założenia z twardym zawieszeniem i naszymi drogami, jest dosyć trudno uderzyć we właściwy przycisk. Plus jednak za to, że Peugeot nadal instaluje czytnik płyt CD, których chociażby w konkurencyjnym Megane już brakuje. Mamy też przycisk Sport, bo jakżeby inaczej? Co dokładnie robi trudno powiedzieć, ale o tym później.

Cóż więcej o wnętrzu? Podłokietnik na przedzie jest niewygodny i może zedrzeć paznokcie przy przesuwaniu, natomiast dźwięk z systemu Denon jest cienki jak słomka mrówki. Nawet sporych rozmiarów subwoofer w bagażniku jest raczej tylko ozdobą i to nawet nie choinkową. Służy chyba tylko do obciążenia auta.

Jednak największym problemem jest przestrzeń. Nie wiem o czym myśleli projektanci, ale tutaj miejsca jest tyle co na pontonie płynącym z imigrantami do Europy, a prawdopodobnie jest go nawet mniej. Osoba siedząca na tylnej kanapie ma tyle miejsca żeby dokładnie przyjrzeć się materiałowi od spodni na swoich kolanach. Jeśli macie małe dzieci też odradzam. Kołyska, która wkładana jest za siedzeniem kierowcy sprawia, że fotel trzeba przesunąć do przodu i wyprostować. Siedzimy wtedy na kierownicy i przy głębszym wdechu naciskamy na klakson. Dziwne, że nie ma w opcji zdejmowanej kierownicy, byłoby łatwiej wsiadać. Nawet po wykonaniu wszystkich tych kroków, kołyska z dzieckiem nie mieści się na tyle, by nasza pociecha mogła podróżować komfortowo. O rodzicu, który zazwyczaj siedzi obok nie wspomnę. Najdelikatniejsze określenie jakie usłyszałem na temat jazdy na kanapie brzmiało: “Jadę jak na kozie, a i chyba koza byłaby wygodniejsza”.

Ten wpis posiada więcej niż jedną stronę:

Strona 1 z 2 1 2

Komenatrze
Nasi partnerzy