Crossovery i mini SUV-y zawładnęły światem. No dobra, może przesadzam, lecz stały się bardzo popularne na drogach i każdy producent chce mieć w ofercie tego typu samochód. Nie zabrakło takowego w ofercie Skody i jakiś czas temu został poddany faceliftingowi.

Skoda Yeti pojawiła się pierwszy raz w 2005 roku w Genewie jako samochód koncepcyjny. Cztery lata później marka zaprezentowała wersją produkcyjną, która nie różniła się w znacznym stopniu od protoplasty. Charakterystycznym jej elementem były okrągłe przednie lampy, którymi teraz świeci Nissan Juke.

Odświeżenie modelu nastąpiło w 2013 roku podczas salonu samochodowego we Frankfurcie. Wiele wydarzeń losowych spowodowało jednak, że mimo dwóch lat na rynku, dopiero w zeszłym miesiącu miałem okazję przejechać się nowym Yeti po raz pierwszy.

Egzemplarz, który otrzymałem do testu był wersją Outdoor, mającą posiadać większe możliwości terenowe niż zwykły Yeti. To była moja myśl przewodnia przez cały tydzień i właśnie w takich warunkach pragnąłem samochód sprawdzić, dlatego udałem się do zachodniej Polski na dawny poligon wojskowy.

Zanim do tego przejdę czas się przyjrzeć Yeti z bliska. Przeprowadzony facelifting dostosował auto do aktualnego języka projektowego firmy i posiada wszystkie wspólne elementy z innymi modelami. Z przodu usunięto niemalże wszystkie krągłości i zastąpiono je prostymi liniami, a podwójne lampy zastąpiono pojedynczymi, przypominającymi te z Octavii. Oprócz tego pojawił się oczywiście nowy grill, a z tyłu na klapie bagażnika charakterystyczne dwa trójkąty.

Z zewnątrz podoba mi się optyczne połączenie wszystkich szyb, stosując czarne wykończenie słupka B i C. Szczególnie dobrze wygląda to na testowym egzemplarzu, który posiada niemetalizowany lakier o nazwie Laser White, gdyż jak wiadomo czerń bardzo dobrze łączy się z bielą.

Yeti w wersji Outdoor wyróżnia się z zewnątrz zmienionymi zderzakiem, dodatkowymi osłonami i odrobinę podniesionym zawieszeniem. Dodatkowo pod spodem znalazła się osłona silnika, zawieszenia i linki hamulca ręcznego.

Pierwszym moim skojarzeniem, gdy wsiałem do środka, była Skoda Roomster. Nie chodzi tutaj o wygląd deski rozdzielczej, który jest praktycznie w każdej Skodzie taki sam, lecz o drugi rząd siedzeń, w którym każdy fotel jest niezależny.

Nie można ich niestety przesuwać do przodu i do tyłu, lecz mamy możliwość niezależnej regulacji oparcia każdego z nich, a także możliwość całkowitego ich zdemontowania w razie potrzeby np. przewiezienia czegoś o większych rozmiarach. Decydując się na ten krok pojemność bagażnika wzrasta z nieco ponad 400 litrów do nawet 1760 litrów, otrzymujemy wtedy płaską i niemalże równą podłogę oraz tyle miejsca, że w środku można nawet wygodnie spać.

Jeśli chodzi o pierwszy rząd siedzeń, to zasiadając na jednym z dwóch foteli zajmujemy pozycję znacznie wyższą niż w przeciętnym samochodzie. Jest to pozytywna rzecz, gdyż znacząco wpływa na poprawę widoczności na drodze. Mamy również sporą ilość miejsca na nogi i nad głową, nawet mimo zastosowania olbrzymiego panoramicznego dachu.

Fotele same w sobie są wygodne i nawet po dłuższej trasie nie odczuwa się zmęczenia. Mają jednak dość płaskie oparcia i średnie trzymanie boczne, co może być irytujące w zakrętach, bądź jeździe poza utwardzonymi drogami. Cieszy jednak fakt, że nie zapomniano o regulacji odcinka lędźwiowego dla kierowcy jak i pasażera.

W środku znajdziemy bardzo dużą ilość schowków oraz przemyślanych rozwiązań, jak na Skodę przystało. Najwygodniejszym jest schowek na górze deski rozdzielczej na drobiazgi czy klucze. Mamy również do dyspozycji schowek w podłokietniku, w podsufitce na okulary, siatki na boku tunelu środkowego, a w drzwiach miejsce na 1,5-litrową butelkę wody.

Zasiadając za kierownicą mamy spore i czytelne zegary, znane z innych modeli marki. Pomiędzy dwoma głównymi zegarami znajduje się prosty wyświetlacz monochromatyczny, gdzie możemy wyświetlać informacje z komputera pokładowego, wskazówki nawigacji, aktualną piosenkę z systemu audio, sprawdzić numer przychodzący, gdy ktoś do nas dzwoni, a na postoju zmienić ustawienia samochodu.

Testowy egzemplarz został wyposażony w nowy system multimedialny z 6,5-calowym dotykowym wyświetlaczem. Wygląda on i działa jak nieco pomniejszony, topowy system multimedialny z Octavii. Posiada oczywiście bardzo dużo funkcji, lecz ja bardziej zapamiętałem błąd wyświetlania aktualnej głośności podczas podgłaszania przyciskami funkcjonalnymi na kierownicy. Jest to drobiazg, lecz może być irytujący podczas jazdy w trasie.