Subaru Levorg GT-S – kombi, które mnie zachwyciło
Michał Śniadek Redaktor Naczelny
31 marca 2017

Wygląda niczym WRX STi w wersji kombi, ma stały napęd na cztery koła i dostępny jest wyłącznie z benzynowym silnikiem z turbodoładowaniem. W dzisiejszym teście Subaru Levorg GT-S.

Levorg jest najnowszym modelem w gamie Subaru, który możemy zakupić w Europie. Zaprezentowany został pierwszy raz podczas Tokyo Motor Show w 2013 roku, a do produkcji trafił na początku 2014 roku. W Polsce na ten samochód musieliśmy nieco poczekać, gdyż dostępny jest dopiero od końca 2015 roku.

Na Starym Kontynencie zastąpił on Lagacy w wersji Kombi, które zniknęło z oferty w 2015 roku, a o tym, że jest jego następcą mówi już sama nazwa, która wywodzi się z połączenia Legacy Revolution Touring.

Od Lagacy jest nieco mniejszy, a gdy spojrzymy na niego po raz pierwszy możemy dojść do wniosku, że najbliżej jest mu do WRX STi. Wygląda niczym jego spokojna, cywilna odmiana, lecz o nadwoziu kombi. Coś w tym jest, gdyż podobnie jak WRX, Levorg również bazuje na Imprezie czwartej generacji.

Przedni pas wygląda bardzo agresywnie, a charakteru dodaje wlot powietrza na masce, co jest częściowo wymuszone przez budowę jednostki napędowej typu boxer. Dobrze prezentują się również chromowane wstawki w postaci atrapy chłodnicy oraz przecięć po bokach zderzaka.

Z tyłu natomiast znajdziemy wyraźny spoiler dachowy, delikatny dyfuzor oraz podwójny układ wydechowy z chromowanymi końcówkami. Sporej wielkości lampy są połączone delikatną chromowaną wstawką, co spaja całość ze sobą.

Linia boczna jest podkreślona wyrazistymi przetłoczeniami oraz sporej wielkości nakładkami na progi. Całości wyrazu dodają 18-calowe felgi o ciekawym wzorze, przyciemnione tylne szyby oraz stosunkowo niskie zawieszenie.

Chciałbym jednak podkreślić, że wygląd zewnętrzny Levorg ma kilka wad. Nie mogę na przykład zrozumieć czemu ozdobna listwa szyb kończy się nagle wraz z tylnymi drzwiami, pozostawiając pustkę na ostatniej szybie. Tył natomiast wydaje się nieco przekombinowany. Odnoszę wrażenie jakby przetłoczenie łączące światła było z wersji sedan i “doklejono” do niej w AutoCAD-zie pozostałą część klapy bagażnika.

Podobnie jak w przypadku m.in. testowanego Subaru BRZ, Levorg posiada światła z diodowymi obręczami w kształcie litery “C” wokół świateł mijania. Wyglądają one zjawiskowo i dodają nieco zadziorności. W czym jest więc problem? Otóż są to światła wyłącznie pozycyjne i nie są one wykorzystywane jako światła do jazdy dziennej. Te są nieco niżej w postaci małych obręczy. Wiele europejskich odpowiedników wykorzystuje LED-owe nitki w głównym reflektorze jednocześnie do jazdy dziennej, kierunkowskazów i świateł pozycyjnych.

Wsiadając pierwszy raz do środka miałem mieszane uczucia. Z jednej strony wnętrze Levorga prezentuje się dosyć staro (w końcu to Impreza z 2011 roku), lecz nowoczesne elementy dają całościowo pozytywny efekt. Utrzymane jest ono w ciemnej tonacji połączonej z chromowanymi wstawkami i wykończeniem. Wszelkie przyciski są podświetlane dyskretną czerwienią, a zegary i wyświetlacz komputera pokładowego, bladym niebieskim.

Zastosowano tu w większości przypadków dość twarde plastiki, lecz estetycznie wyglądające. Jakość spasowania jest na dobrym poziomie, lecz bez większego problemu możemy usłyszeć skrzypienie, gdy nieco dociśniemy konsolę centralną czy boczki w drzwiach.

Rozmieszczenie przycisków w kokpicie jest na dość dobrym poziomie i ograniczone do zbędnego minimum. W tunelu środkowym znajdziemy jedynie kilka przycisków, klimatyzacja jest dość minimalistyczna, system inforozrywki posiada sześć klawiszy dotykowych, a wszelkie przełączniki dotyczące jazdy są po lewej stronie lub na suficie.

Największym problemem w tej kwestii jest jednak kierownica. Posiada ona aż 15 przycisków funkcyjnych, 1 przełącznik oraz joystick do radia. Do tego dochodzą również dwie łopatki do zmiany biegów, co łącznie daje aż 23 możliwości przyłączenia czegoś. Ktoś tu najwyraźniej mocno zaszalał.

Jedną z najlepszych rzeczy we wnętrzu Levorga są jego fotele. Ich masywna konstrukcja genialnie się prezentuje, a jeszcze lepiej sprawdza się podczas jazdy w zakrętach lub większych łukach. Nie są one przesadnie twarde i bez większego problemu sprawdzają się podczas codziennej jazdy po mieście czy na krótkiej trasie. Bez większego problemu przejechałem w Subaru Levorg trasę Kraków-Łódź i nie odczułem żadnych bólów partii dolnych czy kręgosłupa.

Z tyłu znajdziemy kanapę z wyprofilowanymi siedziskami dla dwóch osób. Z powodu niedużej ilości miejsca na nogi to właśnie w tyle osób należy maksymalnie podróżować w drugim rzędzie. Podobnie jak z przodu, siedziska nie są specjalnie twarde, lecz na spory komfort podróży nie należy liczyć.

Ten wpis posiada więcej niż jedną stronę:

Strona 1 z 3 1 2 3

Komenatrze
Nasi partnerzy