Beetle należy do typu samochodów, który można nazwać „następca klasyka”. Podobnie jak Mini Hatch i Fiat 500 ma trudne zadanie podtrzymywania legendy w nowej, modernistycznej wersji. Wydaje mi się, że propozycja od Volkswagena robi to najlepiej.

Za każdym razem, gdy patrzę na nowe generacje MINI zastanawiam się jak bardzo jeszcze urosną i jak bardzo absurdalne będzie mówienie o nich „mini”. Podobnie jest z Fiatem 500. Mimo, że nowa generacja nadal jest mała, to auto jest znacznie większe od oryginału. Włosi nawet stworzyli edycję specjalną, na której narysowany jest oryginał w skali 1:1, co pokazuje jak bardzo „pięćsetka” się spasła.

Z Garbusem jest natomiast inaczej. Auto zawsze było kompaktowego rozmiaru, co powoduje, że nowa odsłona wygląda po prostu normalnie. Jego wymiary są bardzo zbliżone, a kształt się niemalże nie zmienił, dlatego efekt końcowy jest pozytywny.

Aktualnie na rynku jest w pewnym sensie druga generacja następcy Garbusa. Beetle pojawił się 2011 roku i zastąpił on produkowanego przez 13 lat New Beetle. Samochód został przestylizowany, lecz nadal zachowano specyficzny charakter pojazdu.

Nadwozie zyskało bardziej uwydatnione linie i sporo przetłoczeń, lecz nadal posiada sporo krągłości. Z przodu mamy bardzo długą maskę. Obok niej znajdują się dwa okrągłe oczka, które teraz mają chromowaną obwódkę i są wyposażone w LED-owe światła dzienne.

Większe zmiany nastąpiły z tyłu, gdzie przeprojektowano lampy i teraz nie są okrągłe, lecz nachodzą na klapę bagażnika. Moim zdaniem jest to zabieg bardzo udany i podkreśla modernistyczność auta.

Bardzo dobrym zabiegiem było również obniżenie linii dachu i pomniejszenie wielkości bocznych okien. Spowodowało to optycznie pomniejszenie auta i wywołuje złudzenie jakby samochód był niżej zawieszony nad ziemią.