Peugeot 3008 2.0 HDi HYbrid4 – wygodnicki mieszczuch

Samochody hybrydowe to nadal nowość na naszym rynku. Ciąży na nich mit, że są ekonomiczne i sprzyjają środowisku, ale niestety jeszcze nikt tego nie udowodnił. Hmmm, może mi się uda? W tym celu posłużę się Peugeotem 3008 HYbrid4.

Na temat samochodów z napędem hybrydowym słyszymy już od dawna. Zdecydowanie najbardziej popularną hybrydą jest Toyota Prius, która zyskała rzesze zielonych fanów, a także gwiazdy samego Hollywood, które chciały pokazać światu jak bardzo dbają o środowisko. Niestety mimo licznych reklam tych aut, tak naprawdę nadal niewiele o nich wiemy. Dla większości z nas, te samochody nadal są motoryzacyjną zagadką i wielką niewiadomą.

Mówiąc szczerze sam nigdy nie przyglądałem się bliżej tym samochodom. Od zawsze preferowałem klasyczne rozwiązania i wszystkie informacje nie temat hybrydowych napędów traktowałem z przymrużeniem oka. Co oznacza, że przed zajęciem miejsca w nowym Peugeocie 3008 HYbrid4, w mojej głowie panowała pustka. Zupełnie nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Z drugiej strony jednak, byłem bardzo ciekawy jakie wady i zalety niesie za sobą tak skomplikowane rozwiązanie.

W końcu doczekałem się chwili, w której wręczono mi kluczyki do rodzinnego Peugeota i szybko przywitałem się z nowym samochodem, po czym natychmiast otworzyłem spore drzwi i usiadłem za kierownicą. Od razu w oczy wpadła mi olbrzymia deska rozdzielcza i niezliczona ilość guzików. Gdy przekręciłem kluczyk w stacyjce okazało się, że jest tego jeszcze więcej, bo właśnie wysuwał się 7-calowy wyświetlacz oraz prędkościomierz w technologi HUD, dzięki czemu mogłem poczuć się jak w wojskowym myśliwcu.

Przed oczami kierowcy znajduje się standardowy, analogowy prędkościomierz oraz wskaźnik mówiący o stopniu użycia mocy i ładowania silnika elektrycznego. Nie zabrakło również wielkiego podłokietnika, przy którym znajdowało się pokrętło do zmiany trybu jazdy. Kierowca może wybrać opcję auto, sport, 4WD i ZEV. Ja jednak postanowiłem nie zaprzątać sobie tym na razie głowy i odpalić maszynę. Niestety nie usłyszałem groźnego pomruku dwulitrowego Diesla, lecz ujrzałem jedynie kontrolnie poruszającą się wskazówkę, pokazującą procent wykorzystanej mocy. Szybko okazało się również, że testowany egzemplarz, to „automat”, więc aby ruszyć powinienem ustawić lewarek w pozycji D. Niestety tutaj jest trochę inaczej i okazuje się, że nie ma takiej opcji, ale godnie zastępuje ją literka A.

Pierwsze metry przejechane w hybrydowej 3008 są bardzo niepewne. Samochód nie wydaje z siebie żadnych dźwięków, lecz stopniowo nabiera prędkości. Następnie, po kolejnych kilku metrach włącza się również jednostka spalinowa. Informuje mnie o tym nie tylko jej dźwięk, ale też cyfrowy wyświetlacz, który w prosty sposób ilustruje jak i na które koła przekazywana jest moc z układu napędowego. Coś idealnego dla Jamesa Maya, a totalnie nieużytecznego dla typowej matki z dzieckiem, która prawdopodobnie nawet nie wie, z której strony jej samochodu znajduje się rura wydechowa. Oprócz tego, wysuwany ekran może pokazywać nam dokładną lokalizacje, co często może się przydać. Trzeba przyznać, że jego obsługa jest niezwykle prosta i intuicyjna. Nie trzeba się długo zastanawiać, aby skorzystać z interesującej opcji, a do przemieszczania po manu, służy spore pokrętło i dobrze widoczny przycisk OK. Do nawigacji, w której wita nas elektroniczny głos miłej pani, również nie mogę mieć większych zarzutów.

Jadąc dalej na silniku spalinowym, ciągle podziwiam przestronne wnętrze francuskiego crossovera, a w szczególności imponuje mi bardzo duża szyba, która zapewnia doskonałą widoczność. Muszę przyznać, że przyjemny jest też wyświetlacz prędkości HUD, który pokazuje moją prędkość na szybie. Pewnie pomyślicie sobie, że to zbędny bajer, za który producent liczy sobie ciężkie pieniądze. W sumie, to macie racje, ale to fajny bajer. Po przejechaniu kolejnych kilometrów okazuje się, że moja ekologiczna hybryda ma więcej, mniej lub bardziej potrzebnych akcesoriów. Do takich należą przykładowo manetki zmiany biegów. Myślicie sobie teraz, że coś mi się pomyliło. Przecież takie manetki są fajne i każdy o nich marzy, bo dzięki nim poczuje się jak kierowca wyścigowy. Zgadza się, takie rozwiązanie jest fajne, ale w sportowym samochodzie z szybką skrzynią biegów, natomiast gdy jedziemy dużym rodzinnym autem, a dodatkowo towarzyszy nam napęd hybrydowy, to takie coś jak manetki przy kierownicy wydają się być bezsensowne. Aby potwierdzić ich bezużyteczność dodam, że nigdzie nie wyświetla się aktualne przełożenie, a jakby tego było mało, nieznane dla kierowcy są też obroty silnika. Tak więc jazda w trybie sekwencyjnym jest trochę jak randka w ciemno.

Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest w pełni automatyczna praca skrzyni biegów, która towarzyszy mi przez większość dni testowych. Jeśli jestem już w temacie nieprzemyślanych dodatków sportowych, powinienem wspomnieć coś o pokrętle, na którym również znajduje się położenie Sport. Na początku myślałem, że ktoś je tu zamontował przez pomyłkę, choćby z modelu RCZ, lecz po włączeniu tego trybu okazuje się, że nie jest on wcale taki zły. Oczywiście nie należy się spodziewać nagłej zmiany, która zapewni nam roczną dawkę adrenaliny, ale z pewnością odczujemy przyjemny przypływ mocy i odrobinę lepszą reakcję na dotyk pedału gazu. W końcu pod krótką maską, skrywa się Diesel o mocy 163 KM, a w instrukcji samochodu widnieje czas do 100 km/h wynoszący 8,5 sekundy. Tak czy inaczej, sportowa opcja nie jest tutaj wcale taka głupia jak mogłoby się wydawać. Pozostają jednak jeszcze trzy pozostałe położenia pokrętła. Jak wiadomo, gdy zdecydujemy się na Auto, to komputer ustawi maszynę na dość neutralne parametry, tryb 4WD, prawdopodobnie lepiej spisałby się zimą czego nie mieliśmy okazji przetestować, więc pozostał jeszcze zagadkowy ZEV. Jak się okazuje nie można go włączyć w każdej chwili. Aby dokonać tego spektakularnego czynu, akumulator służący silnikowi na prąd nie może być na skraju wyczerpania. Jeśli mamy odpowiednio dużo prądu, ustawiając pokrętło w ten właśnie tryb, będziemy mogli korzystać tylko z silnika elektrycznego, a na wyświetlaczy zagości dumny napis „Zero Emission”. Zapewne można się domyśleć, że nie można tak jechać w nieskończoność, a prędkość maksymalna również jest ograniczona do 65 km/h.

Ten wpis posiada więcej niż jedną stronę:

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz