Subaru Forester 2.0XT – sportowy i rodzinny SUV

Gdy zapytamy kogoś z czym mu się kojarzy Subaru, bez wątpienia odpowie, że ze sportem. W ofercie tej japońskiej marki, są jednakże nieco bardziej codzienne samochody, a niedawno naszą redakcję odwiedził nowy Forester.

Tworzenie nowego modelu na bazie innego auta z oferty jest bardzo powszechne. Można powiedzieć, że ma to same dobre strony. My klienci mamy nowe auto, a producent jest w stanie dodatkowo zaoszczędzić na produkcji.

Subaru zrobiło taką sztuczkę w 1997 roku. Japończycy postanowili wtedy zbudować model bazujący na słynnej Imprezie. Początkowo zaczynał jako crossover, a w następnych latach nieustannie ewoluował i rozrastał się, by dziś być pełnoprawnym reprezentantem segmentu SUV.

[masterslider id=”154″]

Z zewnątrz Forester prezentuje się dość okazale. Nareszcie nie wygląda nijako i można nawet na chwilę zawiesić na nim oko, szczególnie w wyższym pakiecie wyposażenia. Oczywiście nie na dłuższą, bo pewnie za moment będzie jechało coś bardziej urodziwego, lecz czwarta generacja wprowadziła spory powiew świeżości i może się podobać.

Pierwsza generacja wyglądała nie najlepiej. Była to po prostu kanciata i przerośnięta Impreza. Odbioru nie zmienił nawet faceliting. Później, w 2002 roku, dodano nieco przetłoczeń i poprawek stylistycznych, lecz Forester nadal wyglądał jak smutny Japończyk odciągnięty od ulubionego anime czy mangi. Trzecia generacja wprowadziła trochę nowoczesności, ale to spowodowało wygląd jak po niezłej dawce steryd i Forester nadal do najładniejszych nie należał.

Teraz nareszcie postanowiono coś z tym zrobić i styliści Subaru całkowicie zmienili jego wygląd. Można nawet rzec, że dodano mu to brakujące „coś”. Projektanci postawili na bardziej agresywny design i mocniej poprowadzone linie. Przednie reflektory wyglądają jakby były „wkurzone” na wszystkie inne auta i krzyczały „Zjeżdżaj z drogi! Naucz się jeździć i przyspiesz trochę!”. Dalej mamy masywny grill z chromowanymi wykończeniami i oczywiście czarny element na samym środku, znany również z modelu BRZ (przeczytaj nasz test) czy XV.

Idąc dale,j wszystko jest do bólu olbrzymie. Mówiąc wszystko, naprawdę mam to na myśli. Takie są drzwi, lusterka, nadkola, okna, plastiki ochronne… i tak można wymieniać do ostatniej śrubki. Z tyłu również królują mocne linie i przetłoczenia, a także lubiane ostatnio przez Subaru białe światła z częściowo czerwonym wkładem.

Całość uwydatniają olbrzymie, 18-calowe felgi. Ich wzór jest aż nazbyt japoński, co w tym wypadku nie jest niczym złym. Te w testowanym egzemplarzu wyglądają, moim zdaniem, ciekawie i dodają temu modelowi jeszcze więcej sportowego charakteru oraz podkreślają rodowód marki.

[masterslider id=”153″]

Czas wsiąść do środka. Trzeba przyznać, że mimo naprawdę ciekawego wyglądu zewnętrznego, we wnętrzu styliści się nie popisali. Mimo, że kierownica wygląda nowocześnie, wykończenia piano black wyglądają elegancko, a aluminiowe nakładki na pedały dodają nieco sportowego charakteru, to poza tym jest dość nudno.

Oczekiwałem tutaj stylistycznej finezji, a niestety otrzymałem bardzo klasycznie wyglądającą deskę rozdzielczą, jak i pozostałe elementy wnętrza. Brakuje tu jakiegoś szaleństwa, które towarzyszy przy wyglądzie zewnętrznym, lecz za to wszystko jest łatwe w obsłudze.

Pozycja za kierownicą jest w tym aucie bardzo wysoka, jak na SUV-a przystało. Zajęcie wygodnej pozycji nie jest trudne – kierownica jest regulowana w dwóch płaszczyznach, a fotele również mają nie mniejszy zakres regulacji, te w dodatku elektryczny. Same fotele są wygodne i nie będą przeszkadzać nawet w dłuższej trasie – przesiedziałem w nich kilka godzin zanim przyjechałem do redakcji i nie odczułem najmniejszego zmęczenia. Nie jestem jednak przekonany czy takie powinny być. W topowej wersji spodziewałem się kubełkowych oparć i nieco niższej pozycji, by podkreślić sportowe aspiracje auta w odróżnieniu od słabszych wersji.

Z tyłu, jeśli chodzi o komfort, również nie jest źle. Kanapa jest wygodna i wyprofilowana dla dwóch dorosłych osób. Pomiędzy nimi mamy minimalny tunel środkowy, a z oparcia możemy zrobić wygodny podłokietnik z uchwytem na napoje. Brakuje tutaj regulowania kanapy by, między innymi, zwiększyć przestrzeń bagażową lub zmienić kąt oparcia.

Muszę się tutaj przeczepić do jego wykończenia, bo spodziewałem się czegoś bardziej dopracowanego w samochodzie tej marki. Przykładowo, już przy samym wsiadaniu do środka słyszymy nieprzyjemny dźwięk podczas zamykania drzwi, a składając podłokietnik rozchodzi się dźwięk jakbyśmy uderzyli nim bezpośrednio w metalową ramę auta.

Ten wpis posiada więcej niż jedną stronę:

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz