Bentley Continental GT V8 S Convertible – Szkocka czy Sex on the beach?

Bentley w wersji kabrio udowadnia, że nie jest tylko dla starych lordów.

Zanim zaczniecie czytać niniejszy tekst powinniście włączyć na swoich słuchawkach jakiś set klubowy lub amerykański rap, dla tych, którzy są bardziej wyrafinowani sugeruję coś z muzyki klasycznej czy jazzu. Trudno jest się zdecydować czego dokładnie słuchać, gdy do czynienia mamy z dzisiejszym autem, a jest to Bentley Continental GT V8S Convertible. A może coś z klasyków francuskiej muzyki aby poczuć się jak na riwierze? Sam nie wiem, sam nie wiem…

Bling-bling podszyty tweedem

W dzisiejszych czasach właściciele samochodów marki Bentley chcą błyszczeć i chcą, by ten błysk karoserii i ich samych był widoczny. Nawet właściciele starej daty o tym marzą, bo jaki jest inny powód by zakupić tego typu auto? Aby tak się stało muszą kupić kabrioleta. I chociaż pogoda u nas nie tęga to jest kilka możliwości aby ten stan rzeczy zmienić, jednym z nich jest wyjazd na południe Francji, jednakże znajomi mogą ich nie widzieć, a w byciu anonimowym właścicielem Bentleya nie ma żadnej frajdy. Należy zostać w domu.

Z czym mamy jednak do czynienia? Cóż to za kolorowy ptak, który wpadł nam w oko? Continental GT V8S Convertible stał pod moim oknem i czekał aż go odpalę i sprawdzę czym właściwie jest. Czy jest to dystyngowane auto niczym karoca królewska czy ekstrawagancka biżuteria dla playboya? Jego niebieska karoseria cudownie współgrała z czerwoną kostką, a zakrzywienia karoserii przypominały fale. Nawet miękki dach, tak nie lubiany przeze mnie, nadawał mu elegancji i zadziorności godnej aut sportowych. Jednakże było coś w tym aucie niejednoznacznego.

Im bliżej podchodzi się do V8S, tym wydaje się większy. To tak, jak patrzeć na statek wycieczkowy. Zmienione progi, przedni i tylni spojler nadają kształtowi gracji, ale również agresywnego charakteru. Tym musieli zachwycać się sławetni Bentley Boys gdy ścigali się swoimi autami. Widać na pierwszy rzut oka po co to auto zostało stworzone. Ma zachwycać, ale i wzbudzać respekt obojętnie czy jedzie szybko, czy wolno. Nikt na drodze nie pomyli się z jakim konkretnie autem ma do czynienia. Na karoserii w różnych miejscach znalazły się plakietki V8S. Wsteczne lusterko auta przed nami z całą pewnością jest wypełnione tylko tym pojazdem.

Wsiadanie do niego jest proste, a masywne drzwi przypominają masywne wejścia do starych domostw brytyjskiej arystokracji albo kotary klubów, które mają za zadanie nadać odrobiny intymności dla ich gości. Dach szybko się otwiera i zamyka. Musi, bo paparazzi w końcu muszą się natrudzić by strzelić dobre zdjęcie, taka ich praca. Inna sprawa, że deszcz nigdy nie wiadomo kiedy zacznie padać, a przynajmniej na wyspach.

Czy V8S jest ekstrawagancki? Z całą pewnością zauważalny. Zdziwione spojrzenia nie odstępowały mnie nawet na krok. Po przejechaniu kilku kilometrów mogłem spojrzeć, jak Bentley prezentuje się bez dachu. A wyglądał zupełnie jak jacht z nad Lazurowego Wybrzeża. Okazale i sportowo.

Najdroższy masaż, ale za to jaki!

Fani motoryzacji uwielbiają patrzeć na auta, jednakże to z ich wnętrza najczęściej wolą obserwować świat i w tych wnętrzach spędzają gro czasu. W końcu to kabina samochodu jest swoistym pokojem zwierzeń, a zarazem drugim domem każdego kierowcy.

Wnętrze V8S jest przytulne. Tak można by określić go jednym słowem. Wygodne fotele, których połączenie niebieskiej i białej skóry nastrajają uspokajająco. Opcja masażu w fotelu kierowcy i pasażera jeszcze bardziej potęgują uczucie rozluźnienia. Nie musimy też martwić się tym, że jest nam zimno lub – dla odmiany – za gorąco w plecy.  Auto wyposażono w podgrzewanie i wentylowanie siedzeń. Po uruchomieniu obydwóch systemów mamy przyjemny wietrzyk, który ogrzewa nam kark. Można odpłynąć, w szczególności gdy mamy otwarty dach. A jak włączymy masaż to radzę zjechać na pobocze bo drzemka murowana, a przynajmniej rozluźnienie jak po garści medykamentów uspokajających. Znalazło się nawet miejsce na podgrzewaną kierownicę, która z całą pewnością przyda się podczas chłodnych zim i poranków jesiennych.

Hafty na zagłówkach przednich i tylnich siedzeń nie dają nam zapomnieć, czym jedziemy. Zresztą logo Bentleya znajdziemy prawie na każdym kroku – na kierownicy, na wyświetlaczu, na zagłówkach właśnie, na dywanikach, a nawet na skórzanym uchwycie do trójkąta ostrzegawczego w bagażniku. Oczywiście przy tej klasie auta nie mogło zabraknąć drewna. Jasne drewno połączone z niebieskawą deską rozdzielczą jest moim zdaniem całkiem udanym duetem, ale gdyby zestawić je z innym kolorem skóry to wyglądałoby nie do końca dobrze. Mogłoby być za jasno, za blado, bez wyrazu, a pamiętajmy, że jest to auto na wskroś sportowe. Wracając jednak do drewna to wbudowane w nie został cały system do obsługi auta, a także nawiewy stylizowane na te z dawnych lat, a także zegarek analogowy Breitlinga. Wszystko obudowane w aluminium, jak zresztą drążek od skrzyni automatycznej. Wszystko schludne i na miejscu. Nie jest to w końcu auto azjatyckie, w którym wyskoczy na nas tysiące kolorów, przycisków i innych rzeczy, które są nam zbędne. To styl i tradycja, a nie krzykliwość i nachalna nowoczesność.

Tym, co najbardziej mi się nie podobało, był główny ekran. W całym wnętrzu dopracowanych szczegółów i stylizacji otrzymaliśmy wielką czarną plastikową plamę, którą znamy ze zwykłych aut Volkswagena. Swoją rolę spełnia, ale nie uwierzę, że nie byli w stanie wpasować tego elementu bardziej estetycznie. Podobnie zresztą jak przyciski, które można znaleźć w innych autach niemieckiego koncernu. Siedzę w Bentleyu, wydałem sporo pieniędzy, chciałbym i oczekuję czegoś więcej. Kolejnym mankamentem jest wyświetlacz pomiędzy zegarami. Chociaż prosty do obsługi i intuicyjny to zdecydowanie łatwiej będzie go obsługiwać Niemcom, gdyż wszystko jest w ich języku. Jest to o tyle dziwne, że na głównym ekranie możemy wybrać nawet język polski, gdyż system jest całkowicie przeniesiony z tego, co możemy znaleźć w autach z logo Volkswagena. Detal, ale który trochę zaburza cały odbiór. Dziwność tej sytuacji potęguje jeszcze to, że auto porusza się na brytyjskich numerach. Czyżby jednak Niemcy wygrali wojnę? O Bentleya z całą pewnością.

Również audio pozostawia wiele do życzenia. Sprzęt od firmy Naims niby nie jest zły, ma potęgę w odtwarzaniu utworów, jednak brakuje im głębi, która w wielu przypadkach byłaby wskazana. Własne utwory możemy odtwarzać za pomocą płyt i z kart SD. Odtwarzacz do tych nośników możemy znaleźć w schowku po stronie pasażera. Spodziewałem się, że dźwięk, który do mnie będzie dochodzić z głośników będzie tym czym dla gołych stóp jest chodzenie bo bardzo grubym dywanie. Chciałem się zapadać. Niestety nie otrzymałem tego.

Na duży plus zaliczam to, co dzieje się po zamknięciu dachu. Po wyłączeniu radia panuje głęboka cisza. Pamiętajmy, że jedziemy autem z miękkim dachem. Zapanowuje wtedy taka cisza jakby ktoś wyłączył nam dźwięk. Bardzo przyjemne uczucie podczas jazdy. Można mieć wtedy wrażenie jakby się jechało dużą bańką. Pozwala to nam na oderwanie się od świata zewnętrznego. A pamiętacie o siedzeniach, o których pisałem wcześniej? No właśnie.

Krótko jeszcze o tylnych siedzeniach. „Są” –  i można by tyle powiedzieć. Nie są super wygodne, ale na krótkie przejażdżki wystarczają. Wyższe osoby mogą mieć problem z miejscem na nogi, a także z wysokością. Podczas zamykania i otwierania dachu mogą lekko zostać uderzone w głowę. Dla osób z klaustrofobią zaleca się jazdę innym autem lub na przednim siedzeniu. Takie zalecenia od lokalnego pana doktora. Inną wadą jest bagażnik (260 l), ale na torby podróżne całkowicie wystarczy. Nawet kije golfowe się zmieszczą. Niestety chłodzonego barku nie uświadczyłem, a szkoda. Można chociaż wyciągnąć butelkę nad poziom dachu, wtedy z całą pewnością się schłodzi. Oczywiście wody, nie promujemy tutaj innych trunków.

Szybkość – klasa czy szpan?

Gdy wiemy już, że Continental GT V8S wygląda jak jacht i że jest przenośnym punktem masażu i kapsułą bańkową to jakie dokładnie wrażenia przy tym się odczuwa z samej jazdy?

Zacznijmy od samego silnika. 4.0 litry V8 Twin Turbo ma wysoką kulturę pracy. Podczas postoju prawie go nie słychać, a podczas jazdy jest żwawy niczym młody źrebak. Nic dziwnego – produkuje moc 528 koni mechanicznych przy 6000 obr./min., a zarazem 680 Nm przy 1700 obr./min. Podczas normalnego, spokojnego przyspieszania nie ma się wrażenia, że dostało się obuchem w głowę. Wręcz przeciwnie, moc przypływa do nas niczym fale. Jednakże, jeśli tego potrzebujemy, auto przyspiesza tak, jakby zastępy piekieł go goniły. Od 0 do 100 km/h w zaledwie 4,7 sekundy. Imponujący wynik przy wadze 2900 kg.

Sam komfort jazdy jest wysoki. Co prawda możemy ustawić zawieszenie czy ma być bardziej komfortowe czy bardziej sportowe, ale nawet jak ustawimy na najbardziej sportowe to auto nadal jest wygodne w prowadzeniu i dobrze bierze nierówności. Nie znaczy to, że cały czas mamy wrażenie, że prowadzimy piankę na kołach, jednak niektórym może przeszkadzać ta lekkość. Możemy również podnieść całe auto. Co najciekawsze 21-calowe koła obojętnie w której konfiguracji się jedzie całkiem nieźle wszystko tłumią. Jednakże przy tej wadze unikałbym jakichkolwiek krawężników.

Jeśli chodzi o sam dźwięk, to nie musimy żyłować silnika by coś z siebie dał. Już przy 2000 obr./min. możemy usłyszeć rasowy sportowy ryk. Ma się wtedy chęć jeszcze mocniej wcisnąć pedał gazu, a trzeba pamiętać, że auto zostało wyposażone w napęd na wszystkie koła. Aby przedłużyć miłe mrowienie spowodowane dźwiękiem wydobywającego się z rur wydechowych możemy przełączyć automatyczną skrzynię na zmiany biegów za pomocą manetek za kierownicą (swoją drogą całkiem sporych rozmiarów). Mamy do wykorzystania 8 biegów. Podczas testu auto spalało około 14 litrów na 100 kilometrów w cyklu mieszanym, ale producent podaje, że przy zwykłej jeździe auto powinno spalać 11,1 l na 100 km, w mieście 16,1 l, a poza 8,1 l.

Do samego prowadzenia nie mam zastrzeżeń. Auto gładko wchodzi w zakręty, siedzenia całkiem nieźle trzymają, a przyspieszenie jest na tyle przyjemne, że nie ma się do czego przyczepić. Z drugiej strony, auto, które zostało lekko zmodyfikowane by było bardziej sportowe powinno pokazać ten pazur. Trzeba bardzo się natrudzić by go dostrzec. Jednakże nadal musimy pamiętać, że to auto zostało stworzone do zaprezentowania się, do okazjonalnej szybkiej jazdy, a nie do przelecenia przez miasto z prędkością samolotów F-16. Na odpowiedź z nagłówka, odpowiadam: klasa, ale ze szpanerskim wydechem.

Grande finale, dla kogo jest to auto?

Na początku tekstu zastanawiałem się jaka muzyka pasuje do tego Bentleya, czy bardziej młodzieżowa czy klasyczna, a od czasu do czasu jazz. V8 S w wersji cabrio jest tak niejednoznacznym autem, że nawet teraz myśląc o nim nie jestem w stanie odpowiedzieć. Na drugie pytanie dla kogo jest to auto odpowiem następująco: przy długości 4818 mm (czyli jak widać prawie 5 metrów), szerokości 2226 mm, wysokości 1390 mm Continental GT V8S spokojnie pomieści to co trzeba, da informację na zewnątrz, że osoba, która go prowadzi może sobie na wiele pozwolić (chociaż niektórzy określą auto jako pretensjonalne) i co najważniejsze daje przyjemność i wygodę, która jest trudna do osiągnięcia według person z wyższych sfer. Z całą pewnością kupi go ktoś, kto lubi duże rzeczy i ceni sobie luksus. Jest to auto w 100% przeznaczone dla nowoczesnych gentlemanów lub playboyów ale tych mniej zmanierowanych… i dla raperów, którzy takim autem będą jeździć w swoich teledyskach, ale przemilczmy ten temat.

Tekst: Konrad Grobel
Zdjęcia: Dominik Kopyciński / AutoGaleria.pl

Dziękujemy serdecznie serwisowi AutoGaleria.pl za użyczenie zdjęć do realizacji materiału.

2016 Bentley Continental V8 S – zdjęcia z naszego testu

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Ten wpis posiada więcej niż jedną stronę:

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz