TEST: Kia Stinger GT Orange – GT-S dla mniej istotnych rynków?

Przebój rynkowy? Nie, choć jego sprzedaż jest szokująco dobra. Ale to tzw. mind-changer. Stinger sprawił, że słowo „Kia” ma dodatkowe znaczenie. Bezdyskusyjnie nobilitujące. A to coś wartego wszystkie pieniądze.

Na początku roku 2019 Kia wprowadziła na rynek amerykański wersję specjalną swego bestselleru Stinger GT. Nie ma sensu jej ponownie opisywać, bo już się nią niepotrzebnie podniecaliśmy pół roku temu – niepotrzebnie, jako że seria liczyła 800 sztuk i była dostępna tylko w USA. Ale mimo że to dawno przebrzmiała pieśń, legenda żyje. I oto Kia Polska nawiązała do niej, wprowadzając na nasz rynek baaaardzo trudno dostępną, limitowaną serię Orange.

Czyli zwykłe GT, tyle że w tym szalonym kolorze jadowitej pomarańczy. Ja tam nie narzekam, że nie mam trybu Drift (GT-S taki miał), czy mechanizmu różnicowego tylnej osi o zwiększonym tarciu wewnętrznym (GT-S taki miał). Nie ma także wielu innych drobiazgów, bez których rzekomo nie da się żyć (jeśli wierzyć chorym na przerabianie opon na hałas i dym dziennikarzom motoryzacyjnym, w tym polskim). Mnie wystarczy to, co jest, nawet jeśli w wyniku wojny rozpętanej przez niezdolnych do przewidywania konsekwencji swych działań ludzi mamy dziś dyktat normy WLTP i w efekcie obniżoną moc Kii Stinger oraz filtr cząstek stałych w jej jak najbardziej benzynowym silniku V6 3.3.

Wystarczy, bo to jest po prostu sportowa limuzyna. Jak mnie nosi, żeby sobie poszaleć, to jednak sięgam po coś, co nadaje się po prostu do driftowania czy katowania ogumienia i silnika w inne sposoby. Nie robię tego żadną sportową limuzyną, czy będzie to ikoniczne BMW M5 E39, czy Audi S8 Plus, czy Mercedes AMG 65. Nie, bo one są owszem, bardzo szybkie i świetnie się prowadzą, ale bokami jeżdżą nimi tylko w filmach, gdzie nawet identyczny jak należący do króla Maroka Mercedes W100 MB 600 Pullmann rocznik 1968 pokonywał zakręty slajdami. Nie, to nie są auta do tego. Choć oczywiście, potrafią to robić…

Ale powtórzę: jeżdżąc Kią Stinger GT – nawet w wersji limitowanej Orange – nie odczuwałem potrzeby maltretowania opon. Fakt, że to cholernie szybkie auto, zdolne pokonywać zakręty z prędkościami na pierwszy rzut oka absurdalnie wysokimi – i z tego często korzystam. Ale dawno temu wdrukowano mi w mózg nastawienie antypoślizgowe – i dla mnie poślizg to tyle samo, co strata czasu i materiału (opon). Frajdę sprawia mi jazda po optymalnej nitce, obranym torze, przeciążenia robiące dziwne rzeczy z wnętrznościami. Ale bez dymu. Ryk – chętnie. Pisk – już nie.

I to jest dokładnie to, czym Stinger zachwyca nawet w bazowej wersji z dieslem (!) pod maską. A kiedy jeszcze mamy tu V6 3.3…

To naprawdę znakomity silnik, nawet jeśli nie jest dość głośny i brutalny akustycznie jak na wymagania moich co młodszych i bardziej nadpobudliwych kolegów po fachu. Znakomita jest także automatyczna, 8-stopniowa skrzynia biegów (własna konstrukcja Koreańczyków!!!), która ma doskonale dobrane przełożenia i jest szokująco szybka. Szczególnie szokująco na tle dzisiejszych produktów niemieckich tej klasy (średnia/wyższa usportowiona ok. 350-400 KM), gdzie od wciśnięcia gazu w podłogę do momentu ruszenia z miejsca potrafi minąć sekunda – a wcale nie chodzi o turbodziurę, bo tego zjawiska nie ma już w nowoczesnych autach od dawna. To tzw. lag, czyli po prostu opóźnienie, pozwalające kierowcy na zreflektowanie się, że właśnie wcisnął gaz w podłogę.

Noż cholera! Właśnie to zrobiłem! Mam sportowe auto i nie zawaham się go użyć! No dobrze – odpowiada komputer sterujący silnikiem i skrzynią takiego niemieckiego samochodu. – Może ty się nie zawahasz, za to ja owszem. I nawet w trybie Sport ruszę dość powoli, żeby nie ukręcić przegubów. I – jak mawiali kiedyś w Poznaniu – cała smaka precz! I nagle okazuje się, że lepiej nabyć o wiele tańszy i słabszy samochód z manualną skrzynią, bo przynajmniej nikt nie próbuje mi kastrować silnika.

A Kia tego nie robi także w automatycznej skrzyni – przynajmniej w tych swoich modelach, które mają być sportowe (z literkami GT w nazwie nawet silnik 1.6 potrafi zapędzić wielu sportowców w kozi róg). Więc Stinger GT nie próbuje swego kierowcy mitygować. Chcesz szybko – mówisz-masz! A przy tym zarówno zryw z miejsca, jak zrywy po redukcji, z wyższych prędkości, są naprawdę imponujące, a układy jezdny i kierowniczy doskonale sobie umieją z tym poradzić. Jeździ się znakomicie!

W tym jaskrawopomarańczowym bolidzie był jednak jeden element, którego się nie spodziewałem: opcjonalny, akcesoryjny sportowy wydech. W trybie aktywnym wytwarzał wręcz poddźwięki, czego nie znoszę, ale faktycznie „robił robotę”, choć aby to przeżyć, trzeba samodzielnie… włączyć wydech! Znaczy, aktywować przepustnicę elektromagnetyczną, która otwiera przepływ spalin przez alternatywny układ, wyposażony w zupełnie inny rodzaj tłumika. Takiego, którego bym nie nazwał nawet tłumikiem, a raczej pudłem rezonansowym.

Nie, sam bym tego sobie do Stingera nie zamówił, ale klientów na to rozwiązanie jest wielu. Ja bym sobie za to chętnie takiego pomarańczowego Stingera GT… Cena jest świetna, auto znakomite, więc… No cóż, mam już kilka innych kredytów i na razie mi wystarczy.

Mogę więc z pewnym smutkiem skupić się na podziwianiu jakości wykończenia tego samochodu (szokująco dobrej), na klasie jego systemu audio (jak na taki samochód, bardzo dobry, ale nie tak dobry, jak reszta tej konstrukcji), na prowadzeniu (wyśmienitym), komforcie (zaskakująco wysokim mimo niewielkiego skoku zawieszenia i małego prześwitu), ergonomii (lepszej niż w większości nawet bardzo renomowanych marek). Na posłuszeństwie wobec poleceń wydawanych kierownicą, na spontaniczności reakcji na gaz, na stabilności przy nawet bardzo ostrym hamowaniu… 

Tak, to świetne auto. Nie „jak na koreański samochód”, tylko po prostu: świetne.

Tekst: Maciej Pertyński

Podziękowania dla Toru Łódź, który udostępnił nam swój obiekt na potrzeby testu i wykonania nocnej sesji zdjęciowej.

2020 Kia Stinger GT Orange – zdjęcia z naszego testu

Zdjęcia: Michał Śniadek

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz